• Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Wymiana polsko-niemiecka

Drukuj PDF

Wymiana polsko-niemiecka (30.05.2015r.- 06.06.2015r.)

 

Długie, obfite we wrażenia dni-tak krótko można by skwitować ten tydzień.
Zmęczenie było jak najbardziej pozytywne! Worth it! Każdy dzień był inny, każdy coraz lepszy. Polacy ,,otworzyli" swoich tymczasowych współlokatorów w bardzo szybkim tempie. Skrępowanie znikło i wszyscy niesamowicie się zaprzyjaźniliśmy. Jest co opowiadać, a więc szybciutko lecimy z tematem!

DZIEŃ PIERWSZY:

Stres, stres i jeszcze raz stres: ,,Na kogo trafimy? A co jeśli się nie polubimy?"
Sobota, godzina 8 rano, jedziemy odebrać ,,naszych" Niemców. Pierwsze wrażenie było dobre. O dziwo większość z nich, w odróżnieniu od części Polaków, nie była zmęczona. Mimo swojej czternastogodzinnej podróży byli wypoczęci i zadowoleni. Poranek jakoś zleciał choć byliśmy trochę skrępowani, bo każdy spędzał go sam na sam ze swoim nowopoznanym obcokrajowcem, ale udało się. Na popołudnie Polacy mieli świetne plany: ognisko, gitara, kiełbaski. Jednak pogoda miała inne zdanie na temat tych zamiarów i je pokrzyżowała. Deszcz, chłód i smutek w serduszkach gospodarzy... Zaczęliśmy szukać alternatywy. Znalazło się jedno wolne mieszkanie, tajemnicze i mroczne, lepiej nie opowiadać szczegółów. Na szczęście wszechobecne (przez całą wymianę) bańki mydlane umiliły klimat! Była to typowa integracja- wspólne spędzanie czasu całą grupą, intensywne rozmowy i dużo śmiechu. Późnym wieczorem zebraliśmy się do domków.

DZIEŃ DRUGI:

Wspólne śniadanie i wyjazd Niemców do Auschwitz. Gdy spytaliśmy co sądzą o odbytej wycieczce stwierdzili: ,,I can't say that it was nice... its better to say that it was very informative". Po wycieczce oprowadziliśmy Niemców po naszym pięknym mieście. Skupiliśmy się na pewnym zabytku, przy którym zleciał nam calutki wieczór. Tym razem pogoda nie miała nic przeciwko, jak i przez wszystkie następne dni wymiany.

DZIEŃ TRZECI:

City game! Gdy planowaliśmy grę wydawało nam się, że będzie to pomysł do ,,odbębnienia". Przypuszczenia były, jednak, bardzo nietrafne. Gra była świetna. Choć do teraz nikt z nas nie wie ile okien ma budynek poczty w Zabrzu. Wykończeni bieganiem po mieście wróciliśmy na pizzę. Niemcy byli w szoku gdy zobaczyli jej wielkość. Z pełnymi brzuchami ruszyliśmy do Katowic! Wycieczka po Galerii i kawa w Starbucksie, park i centrum także zwiedzone. Męczący, aczkolwiek cudowny trip!

DZIEŃ CZWARTY:

Lekcja angielskiego i wycieńczający fitness- tak przygotowaliśmy się do zaciekłej rywalizacja jaką była gra w kręgle! Nasza waleczność była tak płomienna, że rozpaliła ogień na upragnionym ognisku. Kiełbaski, śpiew i wspólna zabawa. W końcu! najedzeni i szczęśliwi wróciliśmy do domów.

DZIEŃ PIĄTY:

Kierunek Kraków! Najbardziej z tej wycieczki zapamiętamy upał i spalone przez słońce plecy. Pogoda świetna. Wycieczka prowadzona w dwóch językach. Niemcy byli pod wrażeniem piękna i bogatej historii tegoż miasta. Po wycieczce dokończyliśmy zwiedzanie Zabrza.

DZIEŃ SZÓSTY:

Do dziś mamy siniaki po tym dniu. Paintball był jednym z najlepszych pomysłów tej wymiany. Wszyscy byli zachwyceni i podekscytowani. Szczęścia niemieckiej części wymiany Polacy jednak nie przebili. W ich kraju jest to dużo droższa rozrywka i dozwolona dla osób pełnoletnich. Umożliwiliśmy im wcześniejsze poznanie tej przedniej zabawy! Po walce odpoczęliśmy na działkowym grillu. Nawet sprzęt muzyczny udało nam się ,,wykombinować" (Wolan&Furtak dropthebasscompany). Pyszne jedzonko, dobra muzyka, świetne towarzystwo- najlepsze Boże Ciało!

DZIEŃ SIÓDMY:

A po imprezie pobudka o 5! Kierunek Wrocław! Zaspani i szczęśliwi uczestnicy wymiany podbijają miasto stu mostów! Zachwyt większy niż w Krakowie. Dodatkowo los dał nam świetną okazję- dzień kuchni europejskiej. Co prawda nie doczekaliśmy się przybycia Roberta Makłowicza, ale za to mogliśmy spróbować kuchni wielu europejskich krajów na jarmarku i odpocząć na plaży w samym środku rynku. Po powrocie byliśmy tak zmęczeni, że grupa rozdzieliła się by odpocząć.

DZIEŃ SIÓDMY:

Najlepszy, a zarazem najgorszy dzień- piknik i pożegnanie. Drugie śniadanie zjedliśmy na łonie natury, wśród pięknych traw przy Domu Harcerza. Czuliśmy się wszyscy jakbyśmy znali się od lat. Po lunchu skoczyliśmy po pyszne biedronkowe lody, którymi zajadaliśmy się wspólnie na kocykach.
Około 15 wszyscy wsiedli w autobusy/ tramwaje by przygotować naszych przyjaciół do podróży. Godzina 18:15, wszyscy wtuleni w siebie, ze smutkiem na twarzy- pożegnanie. Najsmutniejszy moment naszej wymiany. Te osiem dni zleciało tak szybko. Gdzie uciekł ten czas? Na szczęście już we wrześniu spotkamy się znowu. Oczywiście nie próżnujemy w międzyczasie! Już po wyjeździe podjęliśmy facebookowy kontakt z naszymi niemieckimi kompanami. Byle do września!!!

Opisała Dominika Furtak, IIa
Koordynator wymiany: mgr Magdalena Robotycka

[ Galeria ]

 

I LO Brązowa Szkoła 2018

Nasze galerie